EuroTrip – Włoski Triest!

Bez tytułuPlanując nasz wyjazd wędrowaliśmy palcem po mapie. „A może jeszcze Triest? Jest blisko, jest w innym kraju i można wpaść na prawdziwą włoską pizzę”. A w sumie… CZEMU NIE? 🙂 Tak oto pojawił się ten przystanek na naszej trasie. Początkowo planowaliśmy spędzić tam dwa dni. Pierwszy dzień na zwiedzaniu, drugi dzień na plażowaniu. Dobrze jednak, że mamy w sobie odrobinę spontaniczności, bo po dotarciu na miejsce postanowiliśmy nieco zmienić pierwotnie założony plan… Już w trakcie drogi do Triestu trafiliśmy na burzę i ulewny deszcz, a piorun walnął dwa metry od naszego samochodu. To był znak!

Zarezerwowaliśmy sobie nocleg 20 minut od miasta, aby zadbać o nasze wakacyjne finanse. Okazało się, że nasze lokum zlokalizowane jest w małej miejscowości w górach i aby tam dojechać trzeba było mieć oczy dookoła głowy i czujność na najwyższym poziomie, aby ogarnąć te wąziutkie drogi i pojawiające się znikąd skutery. Bardzo dziękujemy za miłe przyjęcie i ugoszczenie nas zimnym piwkiem tuż po dotarciu na miejsce. Taki mały szczegół, a tak dobrze nam zrobił 🙂 To tam pierwszy raz w życiu widziałam, aby kury spały na drzewie!!! Czy polskie kury też tak potrafią?

W związku z tym, że chcieliśmy jeszcze coś zjeść, od razu pojechaliśmy do miasta na prawdziwą włoską pizzę. Co się okazało, idąc do wybranej pizzerii przypadkiem zwiedziliśmy wszystko, co w Trieście można zwiedzić! Aby jednak nie psuć sobie dnia następnego postanowiliśmy, że nie zrobimy żadnego zdjęcia – wtedy będziemy chcieli odwiedzić te miejsca ponownie. Pizza była fantastyczna. Delikatna, aromatyczna, pełna smaku – idealnie pasująca do białego domowego wina.

Wracając do samochodu przechodziliśmy obok licznych knajpek, z których dobiegała energetyczna muzyka, a ludzie tańczyli na ulicach. Ten radosny klimat udzielił się również mnie, co zaowocowało tańcem na głównym placu Piazza Unita D’Italia 🙂

Kolejnego dnia wróciliśmy w te same miejsca. Na plac, nad kanał, na marinę i wtedy już można było zdjęcia robić 🙂

Potem pojechaliśmy jeszcze zobaczyć, jak wyglądają tutejsze plaże i okazało się, że wszystko jest betonowe, bo to w końcu jest miasto portowe, a nie turystyczne. Uznaliśmy zatem, że rezygnujemy z tej formy braku aktywności i kolejny dzień poświęcimy na odwiedzenie nadmorskich miejscowości w Słowenii, o których można przeczytać TU 🙂

Ostatnim naszym przystankiem w Trieście był Zamek Miramare, który miał być spełnieniem marzeń cesarza Franciszka Józefa. Niestety został on zastrzelony nie doczekawszy ukończenia budowy, a jego żona przez to postradała zmysły. Legenda głosi, że każda spędzona noc na zamku kończy się źle. Na szczęście my mieliśmy zapewniony nocleg z latającymi kurami, więc legenda nam nie była straszna 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s